Hanna Krall – „Zdążyć przed Panem Bogiem”
Zdążyć przed Panem Bogiem - Ściągi, wypracowania, lektury - Bryk.pl
„Zdążyć przed Panem Bogiem” - streszczenie i opracowanie w pigułce

(...) Na tym polega przecież moja rola. Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył. To jest ważne: On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się coś uda -- to bądź co bądź Jego wywiodło się w pole... (...) Wiesz, kiedy człowiek odprowadza innych ludzi do wagonów, to może mieć z Nim później parę spraw do załatwienia. A wszyscy przechodzili koło mnie, bo stałem przy bramie od pierwszego do ostatniego dnia. Wszyscy, czterysta tysięcy ludzi przeszło koło mnie. Oczywiście, każde życie kończy się i tak tym samym, ale chodzi o odroczenie wyroku, o osiem, dziesięć, piętnaście lat. To wcale nie jest mało (...).

Marek Edelman
Data wydania: 1977
Epoka: współczesność, literatura wojenna
Rodzaj: epika
Gatunek: Literatura faktu (łącząca w sobie elementy wywiadu oraz reportażu)
Geneza: W 1975 roku na łamach miesięcznika literackiego “Odra” pojawiła się rozmowa Hanny Krall z Markiem Edelmanem pt. “Sposób umierania”, który w czasie drugiej wojny światowej był członkiem sztabu dowodzącego powstaniem w getcie warszawskim. Redaktor naczelny pisma namówił potem autorkę do dalszych spotkań z Edelmanem oraz do napisania książki.
Deheroizacja walki
Z relacji Edelmana wynika, że powstanie w getcie, przez samych powstańców uważane było bardziej za konieczność niż wzniosły czyn bohaterski. Były zastępca przywódcy ŻOB-u opowiada w sposób chłodny, rzeczowy, przedstawiając zdarzenia tak, jak je pamięta. Nie szczędzi odwołań do brutalnych, prozaicznych lub niepopularnych faktów. Edelman pokazuje uczestników tragicznych wydarzeń w getcie jako zwyczajnych ludzi, posiadających swoje słabości i prywatne życiorysy. Wiele osób po wojnie zarzuciło mu z tego powodu oczernianie bohaterów powstania. Najbardziej rażącą była sprawa Mordechaja Anielewicza - pierwszego przywódcy zrywu żydowskiego. Jego zastępca wspomniał bowiem o procederze pomocy matce w malowaniu sprzedawanym przez nią rybom skrzeli, by towar wyglądał na świeższy. Kardiolog wspomina również brak patriotycznych czy narodowych postaw wśród bojowników. Ludzie ci nie chcieli jedynie umrzeć cicho w komorze gazowej, ratowali swoją godność. Deheroizacja polegała również na pokazaniu brutalnej prawdy o braku broni, jedzenia i wyszkolenia po stronie powstańczej.
Sens walki powstańców
W polskiej tradycji powstaniowej sensem walki było zazwyczaj pokazanie światu, że się walczy o wolność, próbuje ją zdobyć czy odzyskać. Tak było podczas powstań kościuszkowskiego, listopadowego, styczniowego. Powstanie w getcie warszawskim miało zupełnie inny powód i inny sens. ŻOB-owcy nie walczyli o wolność. Od samego początku wiedzieli, że nie mają szansy na wygraną. Celem ich walki było zginąć z bronią w ręku, nie dać się bezwolnie zamordować hitlerowcom. Doskonale ilustrują to słowa Edelmana:
Przecież ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. Więc podporządkowaliśmy się tej umowie.
Najważniejsza problematyka, jaka została poruszona w utworze to motyw umierania, wartość życia i godność człowieka. Tu nie ma prostych wyborów. Edelman podkreśla, że niektórzy z własnej woli szli na śmierć, byle tylko być z bliskimi, jak na przykład Pola Lifszyc. Pomimo tego, że została wyprowadzona na aryjską stronę, wróciła na plac i weszła do pociągu zagłady, gdzie zobaczyła swoją matkę. Wywieźli ich do Treblinki. Ślad po nich zaginął. Dla Marka Edelmana jest to przykład pięknego, godnego umierania w tak zatrutym śmiercią świecie.
Autor relacji szczegółowo opisuje, co działo się w czasie powstania. Dochodzi do niego wiadomość o zbiorowym samobójstwie w bunkrze, jednak samobójstwo dla symbolu wydaje mu się bezsensowne. Jako lekarz ceni życie i je ochrania, choć jest to zadanie trudne. Jednocześnie współpracuje z polskim podziemiem, naraża własne życie. Nie robi tego, bo uważa, że tak się robić powinno, ale dlatego, że chce – w tym znajduje sens i cel swojego życia – życia, które myślał, że skończy się wraz z likwidacją getta. Przetrwał, bo był silny psychicznie i przygotowany do życia. Jak sam mówił, nie potrafił się jednak odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Zostaje cenionym kardiochirurgiem, ale to, co przeżył w getcie, na zawsze pozostanie w jego wspomnieniach.


